
Jakoś tak się złożyło, że na (w?) GRALNI sporo piszę o wydawnictwie Portal i jego publikacjach – przyszłych i minionych. Obiecuję w tym temacie wyhamować, co by nie było, że nic innego na rynku i świecie nie ma. Jeszcze nie teraz jednak, bowiem z prędkością zbliżoną do prędkości światła informuję o kolejnej pozycji Portalu, tym razem teraźniejszej.
Jeszcze w maju ukaże się bowiem polska edycja amerykańskiej gry karcianej „Light Speed” (przetłumaczonej jako „Kosmiczna eskadra”), autorstwa Toma Jollego i Jamesa Ernesta, twórców m.in. bardzo fajnego „Drakona”. Gra pierwotnie została wydana przez legendarne wydawnictwo Cheapass Games (ciekawe czy dożyjemy czasów, gdy ktoś w Polsce nazwie tak swoją firmę), co w praktyce oznaczało grę wypuszczoną minimalnym kosztem, za minimalną cenę. Dość powiedzieć, że opakowaniem pierwotnym był… narkoworeczek.

Polska edycja jest kolorowa i bogata. Jak Michał Wiśniewski.
Edycja Portalu to już zupełnie inna galaktyka; gra wyjdzie zamknięta w kolorowym, twardym pudełku wielkościowo kojarzącym się choćby z „Pędzącymi żółwiami”. W środku znajdą się talie kart (statków kosmicznych) dla każdego gracza, pomocnicze plansze-statki, duży, kartonowy asteroid, garść drewnianych znaczników i, oczywiście, instrukcja. Przeskok jakościowy jest zatem konkretny. W egzemplarzu jaki został nam pokazany plansze-statki były niby to nieco wybrzuszone, co miało mieć negatywny oddźwięk, ale wspominam o tym tylko z kronikarskiego obowiązku, bowiem mnie to jakoś zupełnie głowy nie zawróciło. Moim zdaniem decyzja o wydaniu tej gry w pudełku, kolorze i na wypasie jest trafiona; wolę zapłacić te 50 zł i mieć coś ślicznego, niż zapłacić 30, a dostać czarno-białe skrawki – wciąż wciągajace, ale, kurde bele, brzydkie. Gra pierwtonie miała się ukazać w czerwcu, a jak się okazuje, statki będą mogły się wykazać w przestrzeni już pod koniec maja. Tak więc w okolicach Dnia Dziecka powinniśmy słyszeć trzaskające lasery nad głowami.
Nie ukrywam, że będąc na Gratislavii, zaraz po prezentacji „Twierdzy”, skorzystaliśmy z kolegą z okazji i zagraliśmy partię „Kosmicznej eskadry”, już w pełni gotowego egzemplarza.

Bardzo fajne było wprowadzenie w grę. Wszyscy trzymaliśmy talie w dłoniach i czekaliśmy na jakiś znak do rozpoczęcia wykładania. Mijały sekundy i nic. W końcu kolega rzucił „Kto tu jedzie pierwszy?”, a Trzewik odpalił „Nie wiem, czekam na frajera, który się zdecyduje”.
Gra jest szybka*. Tytuł “Light speed”, czyli prędkość światła, dobrze oddaje to, co dzieję się przy stole w trakcie rozgrywki. “Kosmiczna eskadra” kojarzy się raczej z tytułem wypuszczonym gdzieś w latach ’90 przez Encore, ale cóż, być może do polskich graczy bardziej to przemówi.
Cała runda sprowadza się do tego, iż gracze w czasie rzeczywistym, bez żadnych tur i rund, układają na stole, wkoło leżącej na środku asteroidy, karty ze swoimi statkami. Każdy statek strzela; może to być jedna wiązka lasera lub więcej, ułożone w wielu kierunkach. Lasery różnią się między sobą kolorem, w zależności od koloru posiadają siłę od 1 do 3. Dodatkowo, niektóre statki posiadają tarcze, chroniące przed ostrzałem konkretne fragmenty kadłuba. W momencie gdy ktoś wyłoży wszystkie swoje statki, krzyczy „STOP!” i wykładanie się kończy. Teraz przychodzi kolej na laserową bitwę; najpierw strzelają wszystkie „jedynki, potem „dwójki”, „trójki” itd.
Celem gry jest ukulanie największej liczby punktów. Zdobywa się je poprzez likwidację statków innych graczy lub „wydobycie” kostek na asteroidzie. Jeśli strzelisz z sukcesem w kosmiczną skałę, możesz położyć na atakującym statku kostkę surowca. Jeśli ten statek dotrwa do końca rundy, punkt jest twój. Gracz który zebrał najwięcej punktów, przesuwa się o jedno pole na torze punktacji. Statki wracają do dłoni graczy, zaczyna się kolejna runda… Ten kto pierwszy zgromadzi 3 punkty na torze, wygrywa całą grę.
Nie mam nic przeciwko grom opartym na refleksie i działaniu. Bardzo lubię „Jungle Speed”. Bardzo nie przepadam jednak za „Spadamy!”. Bardzo lubię „Jengę”. Bardzo nie bardzo ubóstwiam „Futbol Ligretto”. „Kosmiczna eksadra” podoba mi się cholernie.

Fragment bitwy.
Należy pamiętać, że jest to gra charakterystyczna, tzn. nie jest to pozycja, w którą można łupać raz za razem przez cały wieczór. Po pewnym razie robi się nieco męcząca, choć muszę przyznać, że akumulatory ładuje szybciej, niż inne gry imprezowe. „Kosmiczna eskadra” łączy w sobie większość fajnych rzeczy, z których składają się tego typu gry: żywą interakcję, fizyczne działania, ciśnienie uciekającego czasu i odrobinę myślenia (może bardziej przewidywania).
Zważywszy dodatkowo na fakt, że gra wyjdzie w eleganckim pudełku, będzie w pełni kolorowa, nie zajmuje dużo czasu, a do ilości potrzebnego miejsca gra dostosowuje się sama – „Kosmiczna eskadra” przemówić może do chyba każdego, od gracza maniakalnego począwszy, poprzez jego rodzinę, dzieci, znajomych, a nawet Andrzeja, jeśli akurat ma dobry humor.

Przykładowe karty statków.
Gra kosztować będzie niecałe 50 zł. Zakupu nie zalecam wyłącznie, jeśli nie możesz zdzierżyć jakichkolwiek elementów „refleksowych” (nie mylić z refleksyjnymi) w grach. W przeciwnym razie polecam, zwłaszcza że w kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku.

OCENA
![]()
Ilustracje pochodzą z materiałów prasowych wydawnictwa Portal.
Gralem!
) bo inaczej co chwilę słychac “ruszyłeś”.
Jest super ALE …… należy mieć coś!!!!! do wyznaczania bezdotykowo linii strzału (poziomnica laserowa
Ale nadal jest super
ps
no i stół nie może być śliski