
Wydawnictwo Kuźnia Gier (od gier planszowych) poinformowało w komunikacie prasowym, że wespół w zespół z wydawnictwem Znak (od książek) wydadzą w okresie przedświątecznym ciekawie zapowiadający się pakiet, w skład którego wejść ma najnowsza książka Marka Krajewskiego “Erynie”, przewodnik informacyjny „Makabryczna zbrodnia wstrząsnęła Lwowem” oraz gra planszowa. Z całej paczki największe moje przerażenie wzbudza właśnie ostatni element.
Większość wytworów intelektualnych może być produkowana na jedne z dwojga sposobów: z potrzeby serca i z potrzeby portfela. I tak, można nakręcić skromny film, bo odczuwa się taką potrzebę, ale można też nakręcić przepełniony efektami specjalnymi i Megan Fox superhit, bo lepiej jest mieć 100 milionów dolarów, niż ich nie mieć. Można nagrać płytę z poezją śpiewaną, bo takiego pokroju człowiekiem jest się, można też jednak zaserwować składankę hitów pop wyprodukowaną przez znanego, czarnego producenta. Można w końcu napisać, przetestować i wydać grę planszową, bowiem jest się fascynatem tego hobby, ale można również zgodzić się na spłodzenie potworka, bo ktoś nam za to zapłaci.
Jesteśmy w Polsce, a tu się narzeka, więc wezmę na siebie ten ciężar i powiem to wprost: “Erynie” raczej na pewno będzie pasztetem. Nawet jeśli uda się Kuźni Gier wymyślić jakieś fajne patenty (w co już wątpię), to siądzie wykonanie, które siłą rzeczy poziomu będzie mizernego – wątła, składana plansza, która wykrzywia się po każdym rozłożeniu, cieniutkie karty i żetony, które będą krzywo przycięte i niemal niemożliwe do wyjęcia bez pomocy nożyczek. Sama gra będzie miała ze dwa ciekawe pomysły, które jednak utoną w morzu przeciętności i całkowitego braku testów, które oczywiście – ze względu na krótki okres produkcji – zostały zupełnie pominięte lub ograniczyły się do 10 rozgrywek “na szybko”. Instrukcja będzie chaotyczna i koślawo napisana, a niejasne sytuacje nigdzie nie będą wyjaśnione. Zapomnijcie o indeksie, najważniejszych pytaniach i odpowiedziach, ramkach z podpowiedziami i sensownym ułożeniu tekstu. Całość zamknie się na 4 stronach. Jakiekolwiek segregowanie elementów w pudełku to marzenie bogaczy; tutaj pudełko ma służyć jako coś zbędnego, a nie element całości, warto więc pamiętać o narkoworeczkach.
Jeśli gra będzie prostą ciekawostką dla nowych graczy, polegającą na krążeniu po planszy i zbieraniu żetoników, to mam od razu pytanie takie: Po kiego chuja coś takiego? Seriously. Rozumiem, siano jest ważne, zlecenie jest ważne, od czasu do czasu jest się po prostu najemnikiem. Ale czy to naprawdę musi tak wyglądać? Czy musi być wydana gra, na którą większość zerknie raz, drugi, po czym wypierdoli na strych i zapomni po 5 minutach?
W grę zagram 3 razy. Pierwszy raz z ciekawości, drugi raz, żeby się upewnić i trzeci raz, bo akurat ktoś będzie chciał. Potem najdzie myśl: “W sumie ten patent jest niezły, ale cała reszta kompletnie ssie. Po co męczyć się ze średnią grą, skoro mogę grać w coś świetnego?”. Autorzy z Kuźni Gier dostali zlecenie na pudełko pierogów, zakasali więc rękawy i wzięli się za ugniatanie ciasta. Końcowy efekt nie ma żadnego znaczenia, pierogi i tak się sprzedadzą, ludzie je zjedzą, przetrawią i wydalą, a trochę grosza zawsze wpadnie. I będzie można do CV wpisać.
W tym wszystkim najbardziej jest mi żal tematyki, bo romans literatury z grami planszowymi i to na typowo polskim podwórku (a nie ściągnięty z amerykańskiego s-f) brzmi tak niesamowicie smakowicie, że aż ślina się gromadzi w kącikach ust. A jeśli jeszcze dodać, że chodzi tu o znanego i cenionego Krajewskiego, który potrafi budować cholernie sugestywny klimat… To mogło być tak piękne. Zlecić projekt odpowiednim ludziom, dać im rok. Jasne, kto za rok będzie chciał kupić książkę, która miała premierę już dawno temu? A od czego są edycje kolekcjonerskie, wzbogacone ilustracjami znanego rysownika, ścieżką dźwiękową, wersją audio, w twardej oprawie? Dogadać się ze Znakiem: “OK, pójdziemy na deal, ale chcemy zrobić GRĘ PLANSZOWĄ. W pudełku, z dobrymi elementami, z morderczą grafiką, przetestowaną, przemyślaną, bogatą. Pół na pół – książka w super wydaniu i super gra”. Postawić na styl, na jakość, na ciężki klimat, na wykonanie. Zagrać, jak Apple.
Dostaniemy jednak tackę z pierogami. Niedogotowanymi, prawie bez farszu, na styropianie. Damn it.
Albo się mylę.
cudowna zdolność przewidywania przyszłości – może zostaniesz zawodowym wróżbitą?
Być może drzemie we mnie moc, o której nie mam pojęcia i czeka na odkrycie, ale póki co, odnośnie tematu, wciąż mam nadzieję, że śmiertelnie się mylę. Nadzieja jednak matką wiadomo kogo est.