Walking dead

O czym powinien opowiadać wpis opowiadający o tym, że blog niejako przymarł, a teraz wraca z umarłych i goni Bogu ducha winnych użytkowników? Tak się sympatycznie złożyło, że moda na zombie nie przemija, ba, mało tego – przybiera jakby na sile. Ludzie wciąż nie mają dość! Myślę, że doszło do tego, że kiedy faktycznie dojdzie już do zombie apokalipsy, ludzie będą zachwyceni i dołączą do przetrwańczych walk z wigorem i ochotą, doskonale się orientując co, przykładowo, należy włożyć przed wyruszeniem w drogę (i zebraniem drużyny, oczywiście).

Jedną z propozycji dla miłośników na wpół żywych ludzi (nie mówimy tu o polskich korporacjach) jest gra komputerowa „Walking dead”, stworzona przez Telltale Games. Wydawcę warto wymienić z przynajmniej 2 powodów: właśnie wydana została inna gra o identycznym tytule oraz Telltale Games to ciekawa ekipa ludzi tworzących nowoczesne gry przygodowe oraz reaktywująca dawne legendy w nowych wydaniach (i znów nasuwa się metafora powrotu z martwych! Co za wpis!). Tym razem postawili na połączenie kilku pomysłów w zgrabną całość: oficjalna licencja na komiksy „Walking dead”, epizodyczność w najwyższej formie – gra wydawana jest na zasadzie telewizyjnego serialu, włącznie z doskonale znanym „Previosuly on Walking Dead…” – oraz miła każdemu rozgrywka, gdzie główną oś stanowią wybory, najczęściej o charakterze moralnym.

Komiksowa, umowna grafika jest miła dla oka, a jednocześnie nie przeciąża podzespołów urządzenia. Specjalnie użyłem określenia „urządzenie”, bowiem gra wyszła nie tylko na komputery osobiste i najpopularniejsze konsole, ale również na iOS – i właśnie w takiej formie, na iPadzie, przeszedłem ją w całości. Grafika jest więc OK, podobnie ze wszelkimi dźwiękami oraz muzyką, która pojawia się znienacka, w najbardziej pompujących krew momentach. Ale to właśnie pomysł na rozgrywkę powoduje, że WD tak wciąga i nie pozwala się oderwać. Sterowanie jest banalnie proste, na tablecie osiąga już w ogóle szczyty, gdzie przecież do pełnej obsługi wystarczy paluszek-świntuszek. Najczęściej trzeba coś wcisnąć, czasami przesunąć, niekiedy pouderzać w kilka miejsc kolejno, np. walcząc z jakąś nadgniłą panią, która właśnie próbuje odgryźć ci twarz (scena jak z wyprzedaży w Biedronce).

Ale to właśnie dzięki ograniczeniu wszystkich „hardcore’owych” rozwiązań znanych z gier komputerowych można w pełni i całkowicie skupić się na opowieści. Kiedy z tyłu głowy nie huczy przeczucie o zbliżającym się poziomie z bossem, do którego trzeba będzie strzelać przez 15 minut, człowiek zaczyna naprawdę wczuwać się w bohaterów i śledzić ich poczynania z prawdziwym zainteresowaniem. Co ciekawe, gra jest mocna jak Clint Eastwood w latach 70. – niektóre sceny są naprawdę szokujące i potrafią wytrącić z równowagi na długo. Można powiedzieć, że to tanie zagrania pod publiczkę, ale czy w gruncie rzeczy nie o to chodzi? Żeby cholerna gra budziła cholerne emocje?

Odcinków jest bodajże 10, stanowią one zamkniętą całość, „pierwszy sezon”. Pojedynczy odcinek można ukończyć w mniej więcej 2 godziny. Niby to mało, ale wydaje się też, że taki czas skrojony jest idealnie pod dzisiejszego 30-latka, który co chwilę musi pędzić do dziecka albo dzwonić do biura, bo partner chce dodatkowych informacji odnośnie projektu. No i w sumie jest to przecież 10 x 2, a więc 20 godzin czystej gry, a to już blisko obecnego standardu. Można wyróżnić odcinki lepsze i gorsze, ale z ręką na wciąż jeszcze bijącym sercu przyznaję, że patrząc na całość, seria trzyma poziom. Jest ciekawie, wciągająco, emocjonująco. W wielu momentach zapomnieć można, że to tylko banalnie zbudowana gra i zaczyna się naprawdę angażować w poczynania bohaterów. Postaci są ciekawe, dobrze zbudowane, motywacje zrozumiałe, a spotykające ich sytuacje całkiem prawdopodobne. Wszystko ładnie się ze sobą klei i to jest chyba największy plus tej ciekawej przygodówki.

Jak już wspomniałem kilkukrotnie, gra jest naprawdę banalna w obsłudze, więc może trafić do każdego, nie tylko zatwardziałych graczy z padami przyrośniętymi do dłoni. Jeśli ktoś lubi klimat zombie, a dodatkowo jest miłośnikiem komiksów Kirkmana, seria gier to coś, czym naprawdę powinien się zainteresować. Warto, polecam i czekam na drugi sezon, który już się pichci.

No i jeszcze jedno – Gralnia wróciła.

Reklamy

Posted on Kwiecień 3, 2013, in Komputerowe and tagged , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Świetna jest ta grafika w tel bloga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: